13 grudnia

Posted by

Tego właśnie dnia w roku 522 p.n.e. wojska władcy Persji Dariusza I Wielkiego pokonały w bitwie nad Tygrysem powstańców samozwańczego króla Babilonii Nabuchodonozora III, w roku 1923 Polska uznała ZSRR a w roku 2009 w trakcie wizyty w Mediolanie premier Włoch Silvio Berlusconi został trafiony w twarz miniaturką miejscowej katedry, doznając złamania nosa i kilku zębów.

Zdarzyło się również kilka mniej istotnych faktów (jak na przykład odkrycie Nowej Zelandii) ale absolutnie nikt nie mógł przewidzieć tego co zapisane zostało na kartach historii w roku 2015. Start Lublin, pod wodzą debiutującego w roli głównego trenera – Michała Sikory, pokonał Mistrza Polski – Stelmet Zielona Góra 82:78.  Mistrza, którego nie potrafił pokonać nikt w naszej lidze przez ostatnich 197 dni! Ale zacznijmy od początku.

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin
fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin

Pierwsza piątka pojawiła się na boisku w postaci: Jarka Trojana, Marcina Salamonika, Grześka Małeckiego, Roba Poola i Nicka Kelloga. Zaczęło się, można by rzec, tradycyjnie – przez sporą część pierwszej kwarty nie potrafiliśmy umieścić piłki w obręczy a prób było 5. Po 5 minutach trafił tylko Jarek w akcji podkoszowej, na koncie mieliśmy 4 faule drużynowe (w tym dwa Rob) a goście zdążyli nam narzucać oczek 11. Dokładnie w tym momencie w trąbkę sygnalizującą szarżę zadął kapitan Sali trafiając trójkę. Zielonogórzanie jakby stanęli w miejscu a u nas rozpoczęła się CZa-CZa – Czujkowski-Czumakow – pierwszy 7 punktów, drugi 4 punkty, do tego Grzesiek 2 i Janek 2 co dało nam na koniec tej kwarty 20 oczek, oszołomieni goście do tych początkowych 11 zdołali dołożyć tylko 2!

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin
fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin

Po takim otwarciu i dodatkowym dogrzaniu atmosfery przez nasze niesamowite dziewczyny z UDS nie pozostało nam nic innego jak jeszcze bardziej wzmocnić doping i patrzeć z wiarą na dalsze poczynania Startu. Druga kwarta okazała się lustrzanym odbiciem pierwszej. Mniej więcej do połowy nadal utrzymywaliśmy prowadzenie, po trójce Roba wynosiło ono 29:24 i wtedy w naszej drużynie nastąpiła katastrofa skutecznościowa. A goście robili swoje. Najpierw 6 punktów Borovnjaka, potem trójka Reynoldsa i fantastyczny run 8 punktów Szewczyka spowodował, że drużyna Mistrzów osiągnęła prowadzenie 31:39 a do końca kwarty zdołali powiększyć przewagę do 10 punktów. Drugą połowę kwarty przegraliśmy 4:17 a całą kwartę 13:30 i do szatni obie drużyny udały się przy stanie 33:43.

 

Entuzjazm w lubelskim narodzie nieco przygasł po takim stanie rzeczy ale Ferajna nie takie rzeczy widziała i doping od początku drugiej połowy jeszcze się wzmógł! Przez większość trzeciej kwarty gra była wyrównana, wymiana kosz za kosz trwała przez 7 minut tej odsłony. Przy wyniku 44:55 pierwszą dopiero swoją zdobycz punktową zaliczył Nick, okazało się, że otworzył się w najlepszym z możliwych momentów. Trafił trójkę, Start wzmocnił defensywę, kolejne 4 punkty dołożył Jarek, w międzyczasie Ponitka dołożył 1 punkcik po stronie gości. Końcówka tej kwarty niesamowicie emocjonująca – 5 zbiórek w ataku po obu stronach ale punkty padły tylko z rąk Nicka na sekundę przed końcem. Tą odsłonę wygraliśmy w identycznym stosunku co pierwszą 20:13, suma summarum 53:56.

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin

Te kilkadziesiąt sekund trzeciej kwarty zapowiadało co będzie się działo w ostatnim starciu. Pierwsza minuta to pokaz twardej defensywy Startu, owocem tego były aż 4 faule naszych zawodników ale udało się obronić kosz przed przeciwnikami, gdy w końcu odzyskaliśmy punkty dalszą część roboty odwalili Nick i Jarek, dzięki którym wyszliśmy na prowadzenie 60:58, chwilę później Dee Bost doprowadził do remisu. Na to trójką odpowiedział Grzesiek, potem Igor i kolejną trójkę trafił dobrze dysponowany Alan i przy dwóch punktach Borovnjaka w połowie czwartej kwarty prowadziliśmy 68:62. Kolejna minuta i na dwa punkty Koszarka, czterema punktami odpowiada Igor! Na 3:54 do końca mamy przewagę 8 punktów i niemożliwe staje się bardzo wiarygodne! Jednak goście nie zamierzali odpuścić, szybka trójka Bosta, w odpowiedzi niecelny rzut Alana i faul Igora przy kolejnej próbie z dystansu Bosta. Na nieszczęście dla nas Amerykanin wykorzystuje wszystkie osobiste i wynik robi się niebezpieczny 72:70. W następnej akcji Kellog traci piłkę i w rewanżu Igor jest zmuszony faulować Hrycaniuka – 5 faul zespołu, Adam staje na linii i trafia pierwszego osobistego. Drugi niecelny i piłkę zbiera Alan, spokojne rozegrania i Grzesiek dopisuje kolejne dwa oczka do swojego dorobku. Chwilę później ten niesamowity Bost dokłada kolejną trójkę i na 1:39 do końca mamy remis 74:74. Po 20 sekundach i rzucie Jarka znów wychodzimy na prowadzenie. Akcja przenosi się pod nasz kosz i Marcin fauluje Szewczyka, ten staje na linii, trafia pierwszy wolny, drugi pudłuje i… piłka w rękach Hrycaniuka! Ten podaje Bosta, którego z kolei fauluje Alan. Bost nie myli się z linii rzutów wolnych, goście wychodzą na prowadzenie 76:77, na zegarze 56 sekund do końca meczu i trener Sikora bierze czas. 4 sekundy po wznowieniu Marcin rzuca za trzy.. i pudłuje.. goście mają piłkę, następuje nieporozumienie w przekazaniu zawodnika w obronie co skutkuje 5 faulem Marcina a na linii osobistych ponownie staje Dee Bost. Pierwszy trafiony – 76:78 drugi NIECELNY i piłka w rękach Alana, na zegarze 0:32, piłka przeniesiona na połowę rywala Nick podaje po obwodzie do Grześka, ten wychodzi w górę, rzuca i GLOBUS SZALEJE! Wracamy na prowadzenie 79:78! Saso Filipovski prosi o czas na 22 sekundy do końca meczu. Cała hala na stojąco, Ferajna w stanie przedzawałowym ale wierzyliśmy do końca, mimo, że w pamięci w tym momencie wracały obrazy z poprzednich przegranych końcówek w tym sezonie to jednak postawa zawodników i przed rozpoczęciem meczu i w trakcie kazała nam wyzbyć się wątpliwości i wierzyć w końcowy sukces. Wiara przemieniła się w pewność po tym jak 2 sekundy po wprowadzeniu piłki do gry Mateusz Ponitka źle podaje piłkę, którą przechwytuje Grzesiek, kolejnych 8 sekund upłynęło, zanim drużynie gości udało się sfaulować Nicka. 10 sekund do końca a to dopiero trzeci drużynowy faul Stelmetu. Wprowadzamy ponownie, sekunda mija i czwarty faul drużynowy. Kolejne wprowadzenie, kolejna sekunda i faulowany Małecki staje na linii rzutów wolnych. Pierwszy osobisty – trafiony – 80:78, drugi osobisty i pudło.. zakotłowało się pod tablicą i piłka w rękach STARTU! Gościom udało się sfaulować.. a jakże – GRZEŚKA! Ten tym razem się już nie myli i na 3 sekundy przed końcem ustala wynik spotkania 82:78. Nieprawdopodobne staje się faktem – WYGRYWAMY ZE STELMETEM!!!

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin
fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin

Emocji po sufit hali Globus, radości jeszcze więcej, właśnie.. „radość” – słowo klucz. Jak to cała drużynie zgodnie w pomeczowych komentarzach przyznała „Trener kazał nam się cieszyć grą, tłumaczył, że nie mamy nic do stracenia, więc mamy wyjść i pokazać, że jesteśmy drużyną„. I zawodnicy zrobili DOKŁADNIE to o co prosił ich trener. Nie chcę wymieniać ojców tego niewątpliwego sukcesu bo jak to zwykle bywa – jest ich wielu ale tym razem wygrała DRUŻYNA! Po 16 punktów zdobył nasz odpowiednik Twin Towers – Jarek i Igor, 15 rzucił Grzesiek „Stalowe Nerwy” Małecki, przy okazji wyłączając prawie całkowicie z gry Mateusza Ponitkę, 12 bardzo ważnych dorzucił Alan, 8 nie mniej ważnych Nick, kapitan Sali tym razem tylko 6 ale niezmiennie panował na tablicach i zebrał aż 10 piłek, Janek rzucił 4 punkty ale miał aż 4 ofensywne zbiórki, Rob trafił tylko jedną trójkę ale dość istotną a Kowal zagrał na STUPROCENTOWEJ skuteczności zdobywając 2 punkty 😉 Ciecho nie wpisał się na listę strzelców ale zdołał zapisać 2 asysty na swoim koncie,  Trener Sikora ustawił akcję, w której kluczową trójkę trafił Malec a lubelska publiczność NARESZCIE stworzyła w końcówce takie piekło na jakie ta hala zasługuje! Wszyscy spisali się na piątkę z plusem i w nagrodę dostali fantastyczny prezent – wygraną nad Mistrzem Polski. W drużynie gości należy wyróżnić Dee Bosta, który mógł okazać się naszym katem, zdobywca 21 punktów, Szewczyk dorzucił 14, Borovnjak 10.

 

Nasza drużyna pożegnała 2015 rok w swojej hali w wymarzony sposób, teraz jeszcze dwa mecze wyjazdowe – najpierw z Treflem, potem z Polfarmexem. Na Globusie widzimy się znów 8 stycznia gdy podejmiemy Rottweilery z Włocławka i miejmy nadzieję, że odprawimy kolejnych faworytów z kwitkiem!

A na koniec coś dla tych, którzy nie byli oraz dla tych, którzy byli ale chcą to przeżyć raz jeszcze: