Cz(w)arta kwarta…

Posted by

Po Wilkach przyszła kolej na Czarne Pantery.. matkę oszukasz, ojca oszukasz ale przyrody nie oszukasz. Łańcuch pokarmowy jest bezlitosny i wyraźnie skazuje Koziołka na porażkę z drapieżnikami. Trzeba jednak przyznać, że parzystokopytne stawiały dzielnie opór przez trzy kwarty ale przeklęta kwarta czarta.. znaczy czwarta przesądziła o porażce naszej drużyny.


Ale po kolei, Start wyszedł na boisko w znanej już nam konfiguracji: Kellog, Poole, Małecki, Salamonik, Chumakov. No i zaczęło się.. 0:7 po dwóch minutach gry i czterech (!) faulach naszego zespołu. Pierwszy obudził się Igor i pomimo tego, że minutę później każdy faul na gościach dawałby im rzuty wolne to pogoń była na tyle skuteczna, że w szybkim tempie udało się dojść słupszczan na 11:11. Od tego momentu gra się wyrównała kosz za kosz, pudło za pudło, koniec końców pierwsza kwarta zakończyła się minimalnym prowadzeniem gości 19:20. Zdobycze punktowe w tej kwarcie rozkładały się równiutko – po 5 punktów rzucili Grzesiek, Igor i Marcin, 4 dorzucił Janek zastępujący Nicka, który szybko złapał dwa faule i opuścił plac.

chumakov
fot. Przemysław Gąbka, źr: facebook Start Lublin

Druga i trzecia kwarta wyglądała dość podobnie. Przez większą część obu partii gra była wyrównana z niewielką przewagą dla gości ze Słupska ale w obu kwartach końcówki należały bezwzględnie dla nich. W drugiej odsłonie przy wyniku 33:34 ostatnie cztery minuty przegraliśmy 4:9 a w trzeciej przy naszym prowadzeniu 55:53 i 2.30 do końca oddaliśmy zupełnie pole przegrywając 0:10. Jak się okazało, to był kluczowy moment meczu.  Przy okazji, gratulacji dla kibica, który zgarnął dwa tysiączki 🙂 NOTHING BUT NET!

Trójka Borowskiego na początek ostatniej kwarty i kolejne trzy punkty Davisa przy tylko jednym wolnym Grześka pozwoliły osiągnąć gościom bezpieczną 11-punktową przewagę. Zaczęli grać spokojnie w przeciwieństwie do naszych chłopaków, którym nic nie wychodziło. Niecelne trójki, błędy kozłowania, złe podania, chaos i panika spowodowały, że w połowie tej odsłony Pantery odskoczyły nam na 24 punkty – 61:85. W międzyczasie po przekroczeniu limitu fauli, opuścić boisko musiało dwóch naszych najlepszych strzelców tego dnia: Sali i Malec. Nikt nie miał wątpliwości, że losy spotkania są przesądzone, ostatecznie udało się zmniejszyć stratę do 19 punktów. Start uległ po raz piąty w sezonie na własnym boisku i marne to pocieszenie, że wynik 72:91 nie odzwierciedla przebiegu spotkania.

Fatalny występ naszych kolegów zza oceanu. Nick co prawda ostatnie dwa dni zmagał się z chorobą co może tłumaczyć kiepską skuteczność 16,7% i tylko 8 punktów, nie wiem niestety czym wytłumaczyć dyspozycję Roba, który popisał się 5 niecelnymi próbami, 1 zbiórką, 3 faulami i stratą. Jacksona natomiast, nie było w meczowym składzie, spotkany za kulisami, twierdził, że doskwiera mu kolano, media jednak spekulują, że powoli żegna się z naszą drużyną, jaka jest prawda – czas pokaże. Na pochwałę zasługuje tradycyjnie już Marcin – 13 punktów, 8 zbiórek, 2 przechwyty, 2 bloki, najlepszy eval w zespole – Sali The Walczak Niesamowity! Bardzo udany występ kolegi zza wschodniej granicy, double-double w postaci 13 punktów i 13 zbiórek do tego 7 razy wymusił faul na przeciwniku i 1 blok ale niestety też 4 straty. Widać, że Chumakov baaaaardzoooooo powooooooli, tak trochę w jego stylu ale rozkręca się. I bardzo dobrze bo Jarek od czasu kontuzji stracił werwę… Kolejną 13tkę ustrzelił Grzesiek, po raz kolejny również dobrze robił czarną robotę w defensywie co jednakże okupił pięcioma faulami. Jeśli chodzi o drużynę gości to o ile udało się powstrzymać Generała Blassingame’a (8 pkt) to pozostali amerykanie Campbell i Davis rzucili nam odpowiednio 25 i 17 punktów.

Dlaczego przegrywamy końcówki? Braki kondycyjne? Za małe doświadczenie? Brak pomysłu na grę? Stres, nerwy? Czy może wszystkiego po trochu? Najwyraźniej nikt tego nie wie, ja na pewno, Marcin na konferencji stwierdził, że też nie wie a trener już nieraz powtarzał, że nie wie i okazuje się, że jeszcze się nie dowiedział… Za tydzień mecz z Siarką. O ile w meczu z Panterami nie byliśmy faworytami, o tyle mecz w Tarnobrzegu należy do tych z cyklu TRZEBAWYGRAĆ. Lubelska Ferajna będzie z drużyną, mamy nadzieję, że wracając ze świętokrzyskiego będziemy w lepszych nastrojach niż wracając z Globusa. WALCZYĆ LUBLIN WALCZYĆ!!!

I coś na deser z przymrużeniem oka (genialne ujęcie p. Przemku 😉 ):

uz3q8