Efektownie i efektywnie!

Posted by

W minioną niedzielę licznie zgromadzona widownia na hali Globus mogła po raz kolejny cieszyć się ze zwycięstwa Startu. Tym razem na tarczy do domu wrócił Trefl Sopot. Wynik 87:79 zupełnie nie oddaje emocji, które towarzyszyły nam tego wieczoru. Wygląda na to, że będziemy musieli przywyknąć do podwyższonego pulsu i trzęsących się dłoni jeszcze na długo po końcowym gwizdku. Ale dopóki po stronie gospodarzy będzie więcej punktów to absolutnie nie mamy nic przeciwko! W opisaniu tego co działo się na meczu pomoże mi Julian Tuwim 🙂

Najpierw powoli, jak żółw ociężale
Ruszyła maszyna po szynach ospale
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem
I kręci się, kręci się koło za kołem

W pierwszej piątce pokazali się na parkiecie Brandon, Stefan, Łukasz, Kuba i Doug. Maszyna w takiej postaci ruszyła na tyle ospale i ociężale, że po 3 minutach sopocianie mieli 9 punktów przewagi – 5:14. Po wymianie Łukasza na Ciecha i Kuby na Janka szarpnęli wagony i pomału zaczęli się rozpędzać. 6 punktów Brandona, 5 Bartka, 4 Stefana, 3 Nicka i 2 Douga pozwoliły na pół minuty przed końcem tej kwarty doścignąć Trefl i ustalić wynik na 20:20.

I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas

W drugiej odsłonie co prawda to goście zdobyli pierwsze dwa punkty ale już po minucie wszedł On  – cały na biało (łącznie z włosami) 😀 Mowa o Jarku, który zmienił Brandona i dał świeży impuls do jeszcze bardziej zajadłego ataku, najpierw popisał się mega wsadem, potem wyprowadził naszą drużynę na prowadzenie 27:26 a chwilę później 29:28 i od tego momentu Start już prowadzenia nie oddał. Mimo delikatnego chaosu w ostatniej minucie, na szczęście po obu stronach boiska, na przerwę schodziliśmy z minimalnym prowadzeniem 36:34.

Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.

Jak się okazało trzecie starcie było kluczowym dla losów meczu. Nasi nie zwalniali tempa i grali doskonale zarówno w ataku jak i w defensywie. Prym wiódł nasz najlepszy duet, zarówno Brandon jak i Stefan zdobyli w tej kwarcie po 8 punktów, kroku nie ustępował im Doug, który dorzucił dwie trójki. Wygraliśmy tę kwartę 26:21 a prowadzenie w całym meczu powiększyło się do 7 punktów 62:55.

A co to to, co to to, kto to tak pcha,
Że pędzi, że wali, że bucha buch, buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy

Co prawda w ostatniej ćwiartce przytrafiła się lekka zadyszka, bo z 9 punktów przewagi przy stanie 67:58 zrobiło się 72:71 ale tej przysłowiowej pary wystarczyło. Niewątpliwie do pieca dołożył Kuba trafiając trójkę na 77:71, która pozwoliła na uspokojenie nerwów a te były potrzebne do samego końca bo Trefl nie zamierzał tanio skóry sprzedać. Po tej trójce trener gości wziął czas a przy wznowieniu zagraliśmy na tyle dobrze, że sopocianom nie udało się wyprowadzić piłki przez 5 sekund. W kolejnej akcji Brandon powiększył przewagę do 8 punktów, na zegarze zostało niecałe półtorej minuty a Trefl dalej walczył. Szybkie akcje w ataku, szybkie faule w obronie i niezbyt dobra dyspozycja z linii rzutów wolnych Douga pozwoliły gościom na zmniejszenie przewagi do 4 punktów 83:79 i 30 sekund do końca. Po wznowieniu, faulowany Kuba, spokojny jak skała pewnie trafił 2 rzuty wolne i znów zrobiło się bezpiecznie.  W kolejnej akcji fatalnie podawała Ireland, piłkę przechwycił Doug a Brandon efektownym wsadem ustalił wynik meczu na 87:79.

fot. Łukasz Kaczanowski źr: Kurier Lubelski

Fantastyczne widowisko przede wszystkim. W całym meczu aż 8 wsadów naszych graczy to wynik, którego nie powstydziliby się nawet Los Angeles Clippers! Ale poza tym bardzo dobra gra zespołowa drużyny. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że to chyba najlepszy mecz Startu, pod względem gry zespołowej, od awansu do ekstraklasy, może tylko wygrana ze Stelmetem w zeszłym sezonie może się z tym równać. Po 20 punktów zdobyli nasi liderzy czyli Brandon i Stefan, odpowiednio zapisali na swoim koncie też 9 i 7 zbiórek. 15 punktów Douga, do tego 6 asyst i 3 przechwyty. Osiem oczek Jarka, który zanotował najlepsze zawody w tym sezonie, dokładając do tego 7 zbiórek. Widać, że Jarek wraca do formy co niezmiernie mnie cieszy. Po 7 punktów zapisali na swoim koncie Nick, Kuba i Ciecho, ważne 3 punkty trafił Kowal. Bez dorobku punktowego znów Jankes ale to przy jego obecności na boisku drużyna miała +13 i jest to najwyższy wynik wskaźnika +/- w tym meczu! Bez punktów również Łukasz, który jakoś nie może się wpasować w drużynę oraz Mateusz, któremu w końcu udało się zadebiutować w naszych barwach. Grał tylko 3 minuty i wpisał się do protokołu 1 asystą.

W tym spotkaniu lokomotywa Start Lublin pokazała, że stacja ekstraklasa w przyszłym sezonie jest jak najbardziej do osiągnięcia. Zwłaszcza, że z takim maszynistą jakim jest David Dedek wszystko jest możliwe. Dodatkowo na Globusie nie wystąpił jeszcze nowy rozgrywający Nick Covington, który może (ale nie musi) być godnym zmiennikiem dla Douga. Czy tak będzie okaże się w najbliższym czasie, przed naszą drużyną kilka istotnych meczy, w tym najważniejszy za tydzień z bezpośrednim rywalem z tabeli – Siarką Tarnobrzeg.

Ferajna tam będzie i jestem przekonany, że wspólnie uda nam się sięgnąć po 4-tą wygraną w tym sezonie!

A na koniec kilka klipów: