Fantastyczny występ!

Posted by

Niesamowita szybkość, ponadprzeciętna skoczność i zwinność i doskonałe zgranie. Widać, że zespół jest bardzo dobrze prowadzony, drużyna stanowi monolit, każdy cieszy się tym co robi i chce dawać radość lubelskiej publiczności. Do tego są ładne i zgrabne. Oczywiście mowa o naszych niepowtarzalnych UDS Cheerleaders! Chwała im za to, że są gdyż od epokowej wygranej Startu ze Stelmetem to właściwie tylko przy ich występach daje się odczuć dreszczyk emocji na meczach koszykówki. Drużyna z meczu na mecz gra coraz gorzej. Dzisiaj w pojedynku rogatych Tury zlały Koziołki 78:101.

Mecz zupełnie bez historii, początek 1:12 nie zapowiadał nic dobrego, na szczęście 3 trójki Grześka, Marko i Nicka pozwoliły na utrzymanie się w grze – 10:14 to już całkiem nieźle. Ostatecznie jednak po pierwszej kwarcie goście prowadzili 20:26.

Druga kwarta okazała się koszmarem, przez niecałe 4 minuty jeszcze trzymaliśmy dystans 26:30. Trener zgorzelczan poprosił o czas i od tego momentu do końca kwarty przegraliśmy 10:25. To pozwolił Turom na kontrolowanie wyniku do końca meczu.

fot. Przemysław Gąbka źr: facebook Start Lublin

Co razi w oczy to kompletny brak obrony. Przeciwnicy wchodzą pod kosz jak chcą, drogę do obręczy mają tak pustą, że podczas dwutaktu mają czas zapytać trenera, którą ręką mają skończyć akcję. Również deska stała się naszą piętą achillesową. Tym razem przegraliśmy w zbiórkach 24:45. 13 piłek zebranych na naszym koszu to jest coś o czym potrzeba pomyśleć przed kolejnymi spotkaniami.

Teraz słowo o debiutantach na Globusie czyli dwóch kolegów z Serbii – Marko Popovicu i Nikoli Jefticu. Marko zadebiutował już w meczu ze Stalą, wtedy popisał się 21-punktową zdobyczą i 3 asystami. Na Globusie ustrzelił nieco mniej oczek bo 16 ale za to aż 6 razy pomógł kolegom znaleźć drogę do kosza. W obu meczach skuteczność z gry w okolicach 50% co jest bardzo dobrym wynikiem na tle pozostałych współtowarzyszy niedoli. Dwie jaskółki wiosny nie czynią ale dają nadzieję, że mamy pewny punkt na pozycji #1 na drugą połowę sezonu.

Nikola wyszedł w pierwszej piątce i nie przekonał mnie.  Zdobył co prawda 10 punktów, miał 5 zbiórek i dwa bloki ale przy skuteczności 40% (oczywiście wszystko spod kosza) i mimo wszystko dość biernej postawie w obronie. Jego vis a vis Kirk Archibeque był najlepszym strzelcem Turowa (21pkt). Debiut rządzi się swoimi prawami, Nikola oficjalnie został graczem Startu dwa dni przed meczem z Turowem, więc puszczam to spotkanie w niepamięć i z nadzieją patrzę w przyszłość. Zwłaszcza, że Jarek jest daleko poza formą a Igor nie wiedzieć czemu dostał tylko 3min zmiany.

Na pochwałę na pewno zasłużyli ci, którzy z reguły na to zasługują utrzymując równą formę przez cały ten sezon czyli kapitan Sali i Nicky. Ten pierwszy zdobył 17 punktów i 7 zbiórek, drugi zaś 20 oczek i 4 asysty i 2 przechwyty. Jeśli obecność Clarka Kelloga na Globusie tak podziałała na syna to może warto by go zatrzymać nieco dłużej w Lublinie 😉  Można się przyczepić do skuteczności naszego kolegi zza oceanu (38,5%) jak i do skuteczności Marcina (40%) ale fakt jest taki, że obaj harowali po obu stronach boiska (N.K. – 36min, M.S. – 37min) i miało się wrażenie, że byli jedynymi na boisku którym się chce. Reszta drużyny była w zasadzie tłem. Grzesiek przez 25min – 9pkt i 37,5% skuteczności, Jarek przez 12min – 0pkt, 4 zbiórki, 1 blok i 3 faule, Janek przez 10min – 4pkt, 2/5 z gry i 2 asysty. Na boisku pojawiło się jeszcze kilku zawodników ale były to epizody o których nie warto wspominać…

Czas płynie, 6 meczów pod wodzą nowego trenera i 6 bolesnych porażek. A terminarz jest bezlitosny – najpierw wyjazd do Dąbrowy Górniczej a następnie 3 mecze w przeciągu jednego tygodnia – wyjazd do Radomia, następnie gościmy u siebie Asseco i jedziemy do Koszalina. Za miesiąc 26.02 przyjeżdża do nas obecny sąsiad z tabeli – Śląsk Wrocław i to chyba będzie pierwsza realna szansa na zdobycie 2 punktów.  Do tego czasu pozostaje nam liczyć na kolejny cud bo takim będzie wygrana z którymś z czterech najbliższych przeciwników. Cuda się zdarzają o czym świadczy wygrana ze Stelmetem. A może to jednak nie cud, może ten zespół jednak stać na równorzędna walkę z każdym. Coś jednak musi się zmienić w stylu gry bo obecny zniechęca lubelską publiczność z każdym meczem coraz bardziej. Jedno jest pewne – Lubelska Ferajna będzie wspierać drużynę bo nadal jesteśmy dumni po zwycięstwie i wierni po porażce.