Inauguracja nie bardzo wyszła…

Posted by

Nadszedł wreszcie ten upragniony przez nas dzień – TBL wróciła na Globus! Zainaugurowaliśmy sezon 2015/2016 meczem z beniaminkiem BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski. Przeciwnik był wymieniany wśród zespołów, które są w naszym zasięgu, jednak nie byłem hurraoptymistą choćby z tego względu, że z beniaminkami tak to zwykle bywa, że za wszelką cenę chcą udowodnić, że zasłużyli na awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Nadeszła więc godzina 18 w czwartek 8 października i zaczęło się.

fot. Przemysław Gąbka, źr. facebook Start Lublin

Termin tego spotkania nie był zbyt szczęśliwy, gdyż tego samego  dnia o tej porze w Lublinie odbywał się mecz reprezentacji Polski U-21 a dodatkowo chwilę po zakończeniu meczu kadra seniorów miała rozpocząć walkę o awans do ME. Jednakże na Globus przybyło kilkuset lubelskich kibiców aby wspierać drużynę w tym pierwszym starciu. Zaczęliśmy nienajlepiej, w wyjściowym składzie wyszli Chumakov, Grzeliński, Kellog, Poole i Salomonik. Pierwsza kwarta była jednak popisem amerykańskich graczy Ostrowa – Delaney, Millage i Garnett zdobyli 16 z 18 punktów beniaminka przy 14 naszych zawodników. Zwłaszcza nasz ukraiński środkowy nie poradził sobie z presją – jego wkładem w tej części meczu był niecelny rzut za 3 punkty (?) i faul w ataku, zebrał co prawda 2 piłki na tablicy przeciwników, jednak koledzy nie potrafili tego wykorzystać.

Przez pierwsze 5 minut drugiej kwarty oba zespoły rzuciły po 4 punkty. Potem goście się nieco zagubili, straty i niecelne rzuty, przy bardzo dobrej skuteczności naszych zawodników, przywróciły wiarę w serca lubelskich kibiców. Start wygrał to starcie 20:9 a główne role grali zmiennicy – Jarek, Alan, Trency i Grzesiek zdobyli większość punktów dla naszej drużyny. Pod sam koniec tego starcia na parkiet upadł, najlepszy do tej pory, strzelec gości Deshawn Delaney (10pkt). Interweniować musiała pomoc medyczna, w końcu jednak Delaney się podniósł, opuścił parkiet i do końca meczu już nie powrócił. Mamy nadzieję, że wszystko z nim w porządku. Niemniej jednak nasz zespół do szatni schodził z 7-puktowym prowadzeniem a my z nadzieją, że w drugiej połowie nie może się wydarzyć już nic złego.

fot. Przemysław Gąbka, źr. facebook Start Lublin

Trzecia kwarta okazała się festiwalem strat Startu a do głosu powrócili znowu amerykanie grający w barwach Ostrowa, Millage i Garnett wspomagani przez Ochońkę skorzystali z dekoncentracji naszych zawodników i wygrali to starcie 12:19. Po naszej stronie punktowali głównie Jarek i Nick, dwa punkty dorzucił Igor i dosłownie kilku centymetrów zabrakło Alanowi, żeby trafić buzzer-beatera zza połowy w ostatniej sekundzie tego starcia. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że gdyby ten szalony rzut wpadł to prawdopodobnie bylibyśmy zwycięzcami całego meczu. Remis po niecelnym rzucie Alana 46:46 zapowiadał emocje do samego końca.

Ostatnia odsłona to prawdziwa huśtawka nastrojów. Zaczęliśmy fantastycznie, po 5 minutach prowadziliśmy 6 punktami i wtedy nasi zawodnicy zaczęli grać coś czego nikt, łącznie z trenerem, nie potrafił zrozumieć i wyjaśnić. Kompletnie bezsensowne rzuty za 3 punkty, zdecydowanie zbyt szybkie (a przy tym nieskuteczne) wykańczanie swoich akcji pozwoliło gościom nawet na wyjście na prowadzenie. Przy stanie 56:57 fantastyczną trójka popisał się Nick Kellog, wyszliśmy na prowadzenie 59:57 na 1:33 sekundy do końca spotkania. Niecelny rzut Ochońki i strata Kelloga spodowała, że końcówka należała tylko do 34-letniego Curtisa Millage’a. Najpierw bez problemów uciekł Grześkowi Małeckiemu i wyrównał stan rywalizacji, a następnie po błędzie kroków Jarka Trojana rzucił decydujące o zwycięstwie Stali 2 punkty.

Podsumowując – przegraliśmy 59:61, wydaje mi się jednak, że wiemy niewiele więcej na temat zespołu niż po sparingach. Pierwsza piątka ewidentnie nie uniosła presji, za wyjątkiem Nicka, który nie tylko rzucił najwięcej punktów (14) ale również rewelacyjnie spisywał się w obronie. Drugim strzelcem Startu był Jarek Trojan, który, pomimo kilku błędów, wygląda znacznie lepiej od Igora i tu słowo specjalnie dla Jarka: Chłopaku, masz warunki fizyczne, masz umiejętności, teraz wszystko leży w Twojej głowie! Nie poddawaj się, nie irytuj się, nie zniechęcaj się nieudanymi zagraniami, masz spore szanse zostać liderem naszej drużyny w tym sezonie tylko ważny jest spokój, wierzymy w Ciebie! Niestety nadal nie mamy kreatora gry, Janek nie wszedł dobrze w mecz, T.J. chyba jednak nie jest rozgrywającym i paradoksalnie najlepiej wypadł w tej roli Nick, chociaż 2 asysty to również nie jest wynik klasycznego rozgrywacza.. Poole również spalił się na samym początku, na szczęście całkiem nieźle zastąpił go Grzesiek Małecki, zaś jeśli chodzi o silnego skrzydłowego to tu również mamy braki, gdyż ani Marcin ani Bartosz nie zagrali dobrego spotkania. Jeśli chodzi o zespół z Ostrowa to super mecz Millage’a (23pkt) i genialna robota w obronie Garnetta (4 bloki i 6 zbiórek).

fot. Przemysław Gąbka, źr facebook Start Lublin

Już w środę chłopaki będą mieli szansę na rehabilitację, podejmiemy Polpharmę Starogard Gdański i jest to zespół, który również wydaje się w naszym zasięgu. Przy okazji będziemy mieli okazji obejrzeć dwóch byłych kolegów – Tomka Wojdyłę i Łukasza Diduszko, którzy w tym sezonie reprezentują właśnie starogardzki team.

Zatem tym razem bez żadnych wymówek:

CAŁY LUBLIN NA GLOBUS!!!