Jak powiedział – tak zrobił

Posted by

Po dłuższej przerwie, która spowodowana była nieciekawą postawą naszej drużyny (po dotkliwych trzech porażkach ze Stalą, Stelmetem i Turowem po prostu nie było o czym pisać), tym razem nie sposób nie powrócić do horroru z happy-endem, który przeżyliśmy w środowy wieczór. Druga wygrana w tym sezonie i druga wyrwana w ostatnich sekundach meczu. 64:63 i Rosa wraca do domu na tarczy!

Tym razem w S5 wyszli Stefan, Brandon, Doug, Kuba i nasz nowy nabytek Łukasz Bonarek. Ten ostatni występował jeszcze do niedawna właśnie w Rosie i chyba jednak presja była zbyt duża, gdyż ten mecz ewidentnie mu nie wyszedł. Wracając do meritum, w pierwszej kwarcie prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie a największa różnica punktowa wynosiła 4 punkty. Ostatecznie jednak na koniec to Rosa prowadziła 16:17. Z dobrej strony pokazał się Kuba i oczywiście Stefan – obaj po 5 punktów. Brandon rzucił co prawda tylko dwa ale po tej odsłonie miał już na koncie 4 zbiórki, 2 asysty i przechwyt.

 

Druga kwarta wyglądała bardzo podobnie, najpierw radomianie odskoczyli na 4 punkty, by mniej więcej w połowie tej ćwiartki z powrotem remisować. W samej końcówce zaś to Start prowadził 33:29 ale w ostatnich sekundach Jordan Callahan trafił z dystansu i do szatni w przerwie meczu schodziliśmy ze skromnym prowadzeniem 33:32. W tej kwarcie dał o sobie znać duet, który jak się później okazało poprowadził nas do zwycięstwa – Nick i Doug rzucili po 5 punktów, po dwa dołożyli Jakub i Brandon. Swoją trójkę trafił też Stefan, wtedy chyba nikt na hali nie przypuszczał, że będą to ostatnie jego punkty tego wieczoru… po części pewnie przez drobną kontuzję.

fot. Łukasz Kaczanowski, źr. Kurier Lubelski

Trzecia odsłona wyglądała zgoła odmiennie – prowadzeniem cieszyliśmy się tylko minutę i 15 sekund. Potem już głównie Rosa zdobywała punkty i mozolnie budowała swoją przewagę, wykorzystując naszą nieskuteczność w ataku. Za wszelką cenę, staraliśmy się trafić z dystansu ale i Nick i Doug pudłowali swoje próby. Największa różnica punktowa na 2 minuty przed końcem tej kwarty wynosiła 9 oczek i zaraz po jej osiągnięciu stała się pierwsza rzecz, która jakby odblokowała nasz zespół. Mocno naciskany przez obrońców Brandon, w ostatniej sekundzie akcji z dala od pomalowanego trafił rzut, który chyba tylko on wie w jaki sposób oddał. Sędziowie podnieśli dwa palce w górę, mimo protestów trenera Sikory. Do końca kwarty jeszcze jeden punkt zdobył Sokołowski a w naszych szeregach z półdystansu trafił Kuba. Na zegarze zostało 8 sekund, Rosa wyprowadzała piłkę spod swojego kosza i w ostatniej sekundzie Sokołowski oddał jeszcze jeden rzut za trzy, który przedziurawił nasz kosz. Zrobił to równo z syreną ale sędziowie postanowili skorzystać z wideoweryfikacji. Trwało to chwilę aż w końcu sędzia podszedł do stolika i oznajmił co następuje: Sokołowski rzucił już po syrenie a Brandon swój szalony rzut oddał zza linii 6,25! Te decyzje ustaliły wynik po trzeciej kwarcie na 48:53.

 

W ostatniej ćwiartce na boisku panował głównie chaos. Błędy z obu stron i niecelne rzuty spowodowały, że po niemal 6 minutach gry dorobek Startu powiększył się o 5 punktów a Rosy o… 2. Już wydawało się, że dogoniliśmy gości (53:55) ale ci po chwili zdobyli kolejne cztery punkty. Dwa wolne wykorzystane przez Bonarka a za chwilę Bell ma szansę na 2+1. Na szczęście dla nas rzutu osobistego nie wykorzystał. Wtedy do akcji wkracza wspomniana wcześniej przeze mnie dwójka. Najpierw Nick trafia z półdystansu (57:61). Bell przeprowadza piłkę na naszą połowę i traci piłkę na rzecz Douga, który dzięki agresywnej obronie zapisuje sobie do statystyk przechwyt i zaczyna pędzić na kosz rywali. Po przekroczeniu linii połowy boiska zostaje sfaulowany przez Sokołowskiego, który za wszelką cenę chce zapobiec kontrze a, że był ostatnim obrońcą przed swoim koszem – przepisy są nieubłagalne – faul niesportowy. Doug pewnie umieszcza dwa rzuty wolne i piłka dla Startu. Długa akcja naszej drużyny kończy się… faulem w ataku Bartka… W odpowiedzi długa akcja Rosy, na 4 sekundy przed jej końcem Witka oddaje rzut za trzy, nie trafia a piłkę zbiera Doug skacząc wyżej od Sokołowskiego. Bez chwili wahania pędzi na drugą stronę boiska, zaraz za nim podąża Nick, Doug łamie do środka i oddaje na obwód do niekrytego Nicka, który trafia! (62:61 i minuta do końca). Kolejna akcja Rosy, Sokołowski mija obrońcę, wchodzi pod kosz i zdobywa łatwe dwa punkty (62:63). Kolejne dwie akcje jeszcze bardziej wzmagają emocje – najpierw z dystansu pudłuje Kuba, w odpowiedzi również za trzy pudłuje Callahan, na zegarze tylko 14 sekund do końca, piłkę zbiera Kuba, podaje do Nicka, ten przeprowadza ją na drugą połowę, oddaje do Douga a ten z kolei przy asyście dwóch obrońców, bez większego zastanowienia składa się do rzutu i trafia! Ale to jeszcze nie koniec, trener Kamiński bierze czas i rozrysowuje akcję na 2 sekundy, które gościom pozostały. Piłka trafia do Callahana, który mija swojego obrońcę ale jest już przy nim dwóch naszych, mimo to Jordanowi udaje się oddać rzut, piłka odbija się od tablicy ale trajektoria lotu wyraźnie wskazuje na to, że jest to rzut chybiony! 64:63 i na Globusie euforia!

Uff.. tylko dla ludzi o mocnych nerwach – tak powinno pisać na biletach. Najlepszym strzelcem Doug z 16 punktami, zaraz za nim 14 oczek – Nick a niedaleko potem Kuba z dwunastoma. Brandonowi tym razem zabrakło jednego punktu do kolejnego double-double: 9 oczek i 10 zbiórek, do tego 3 asysty i blok. Stefan 8 punktów, od pewnego momentu grał co prawda z mocno stłuczonym udem, które musiało mu przeszkadzać, bo zaraz po meczu gdy zapytałem „jak noga?” odpowiedział czystą polszczyzną: „Katastrofa!”. 3 punkty dołożył Łukasz – wszystkie z rzutów wolnych a dwa oczka Jarek. Bez zdobyczy punktowej z graczy występujących na boisku pozostali Jankes i Ciecho. Wśród gości Gary Bell – 18 punktów i po 13 Sokołowski (8 zbiórek) oraz Callahan.

Po wygranej z Polpharmą trener Dedek przybijając z nami piątki powiedział „Wygrane będą, dajcie nam jeszcze przynajmniej miesiąc”. No cóż, miesiąc niemalże minął i trener jak powiedział – tak zrobił. Mamy wygraną i to z nie byle kim a z wicemistrzem kraju. Chociaż trzeba przyznać, że te trzy poprzednie mecze nie wskazywały na to, że mogłoby się coś zmienić to być może… kto wie… Efekty pracy już widać, nie ma zadyszki, jest walka i gryzienie parkietu. Ale żeby nie było tak kolorowo jest jeszcze mnóstwo do poprawy. Dwie rzeczy, które rzucają mi się w pierwszej kolejności – skuteczność z dystansu z całkowicie otwartych pozycji. To trzeba trafiać! Trzeba i już, jeśli chce się wygrywać mecze. Druga sprawa, która razi mnie od początku sezonu – błędy 24 sekund. Ale nie takie błędy, że przeciwnik dobrze broni i naprawdę nie ma okazji do oddania rzutu, nie! Takie, że zawodnicy po prostu nie widzą tego zegara, tylko bezstresowo rozgrywają piłkę mimo 3 sekund do końca! Takich błędów jest przynajmniej kilka w meczu, na to trzeba zwrócić uwagę bo szkoda tak za darmo dawać szanse na podwyższenie wyniku rywali.

4 stycznia Start jedzie do Torunia walczyć z niepokonanymi jeszcze w tym sezonie Piernikami. Nie będzie to łatwy mecz i szczerze mówiąc wygrana byłaby MEGAsensacją ale później podejmujemy u siebie Trefl, z którym jak najbardziej możemy powalczyć i wyjazd do Tarnobrzegu, który trzeba wygrać i to bezapelacyjnie. Jest więc realna szansa abyśmy jeszcze w styczniu cieszyli się z wygranych naszej drużyny.

LET’S GO LUBLIN LET’S GO! A z okazji nowego roku życzymy Wam i nam SAMYCH ZWYCIĘSTW!

A na deser specjalista od slalomu – Doug Wiggins:

Ostatnie akcje meczu:

Kuba mocno „na świeżo” 😀 po spotkaniu:

Konferencja prasowa: