Koszmar trwa nadal

Posted by

Po objęciu zespołu przez Michała Sikorę i całkiem niezłym, choć przegranym, meczu w Koszalinie mieliśmy pełne prawo wierzyć w to, że na Globusie uda nam się pokonać sąsiadów z tabeli. Tym bardziej, że przecież wygraliśmy ze Śląskiem na ich terenie a trener miał ekstra czas na przygotowanie chłopaków do meczu, gdyż w rozgrywkach ligowych akurat trafiła się przerwa na Puchar Polski. Apetyt urósł, nadzieja zapłonęła i trwało to aż do końca trzeciej kwarty. Niestety, końcówka znowu należała do przeciwników i 19 porażka stała się faktem a my z wynikiem 72:79 okopaliśmy się na ostatniej pozycji w tabeli.

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin
fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin

Pierwsza piątka w postaci Jarka, Marka, Grześka, Kowala i Nicka rozpoczęła dobrze, a nawet bardzo dobrze, 6:0, potem 9:3 to wyniki, które nieczęsto widywaliśmy w tym sezonie. Niedługo potem jednak zrobiło się 9:9 ale Kowal odpalił kolejną trójkę i znów wyszliśmy na prowadzenie, następnie poprawił Jarek i na pięć minut przed końcem pierwszego starcia prowadziliśmy 14:9. W tym momencie trener Sikora postanowił dać odpocząć trzem zawodnikom z pierwszej piątki (Nikola za Jarka, Janek za Marka i Alan za Kowala) co skutkowało tym, że po pierwszych 10 minutach na tablicy widniał remis 19:19.

Druga połowa to popis bardzo dobrej gry w obronie. Chwilę po rozpoczęciu drugiego starcia na boisko powrócili gracze z pierwszej piątki. Dwie trójki Marka, 4 punkty Jarka spod kosza plus dwie trójki Nicka i akcja 2+1 zbudowały przewagę 38:26 na 4 minuty do końca pierwszej połowy. Przy tej przewadze na boisku znów zaczęli pojawiać się zmiennicy, tym razem jednak utrzymali wynik. Drugą kwartę wygraliśmy 25:13, w tym sezonie lepiej zagraliśmy tylko w trzeciej kwarcie z Polpharmą, wtedy wygraliśmy 27:11.

Przez większą część trzeciego starcia nie było podstaw, żeby przypuszczać iż wrocławianie mogą nam czymś zagrozić. Na 3 minuty przed końcem wynik 56:46 to przecież całkiem spora zaliczka.. a jednak.. zmęczenie zaczynało dawać się we znaki. Straty i nieskuteczność po naszej stronie a po stronie Śląska Chanas, który wziął grę na swoje barki. Dość powiedzieć, że do tego momentu gracz ów miał na koncie 6 punktów, po czym w ciągu tych ostatnich 3 minut do swojego dorobku dołożył kolejne 8! Jarvis Williams dołożył dwa i tylko dzięki buzzer-beaterowi Grześka na czwartą kwartę mieliśmy wyjść przy stanie 59:56.

Niestety, po rozpoczęciu ostatniego starcia katastrofa Startu trwała dalej – pierwsze punkty udało się zdobyć dopiero po 6,5 minutach. Sztuka ta udała się Nickowi, który trafił z dystansu na 62, całe szczęście goście również nie grzeszyli skutecznością jednak udało się im nazbierać 66 punktów. Start ani myślał oddawać tego meczu, w kolejnej akcji Ikovlev stracił piłkę a za 3 trafił Alan. Nadzieja jeszcze się tliła. Niestety kolejna minuta i dwa naprawdę niełatwe rzuty z dystansu wpadły do naszego kosza. Wydawało się jakby Stephen Curry pojawił się nagle na boisku. 65:72 i dwa rzuty wolne dla Nikoli. Pierwszy celny, drugi niecelny ale zbiera Grzesiek, podaje do Jarka a ten faulowany i kolejne dwa wolne – oba trafione zatem 68:72. Akcja Śląska i błąd kroków Kowalenki. Przenosimy się pod drugi kosz, Popovic z dystansu – niecelnie ale zbiera Jevtic, podanie do Małeckiego, ten z dystansu ale niecelnie, jednak znowu zbiera Jevtic! Podaje z powrotem do Grześka a ten trafia! 71:72 i 1:55 do końca meczu czyli nic jeszcze nie jest stracone. Kolejna nieudana akcja gości i mamy piłkę, znowu próbuje Grzesiek, znowu nie trafia i znowu zbiera Jevtic! Niestety, przy próbie penetracji blokowany jest Kellog i piłka dla Śląska. Następne dwa punkty zdobywa Williams. 71:74, szybkie przeniesienie piłki pod kosz rywala i faulowany Marko rzuca tylko jednego wolnego. 72:74 i 59 sekund do końca. Brak koncentracji i łatwe punkty znów zdobywa Jarvis Williams. 72:76 i nieudane wejście pod kosz Malca a do końca już tylko 41 sekund. 6 sekund później dwa wolne trafia Ikovlev i przewaga rośnie do 6 punktów. Niestety, dobra obrona Śląska powoduje, że za trzy punkty musi próbować Jevtic, próba okazuje się niecelna i już dla wszystkich jest wiadomo, że kolejna przegrana staje się faktem. Ostatecznie jeszcze punkcik z wolnego dokłada Chanas i przegrywamy 72:79.

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin
fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin

Mimo dość emocjonującej końcówki nie można powiedzieć, że przegraliśmy w ostatnich sekundach… tzn. przegraliśmy w ostatnich sekundach ale nie czwartej a trzeciej kwarty. To wtedy rozstrzygnęły się losy tego spotkania. Zamiast trzymać przeciwnika na bezpieczny dystans daliśmy się im odbudować. Na pewno dało się odczuć brak Marcina, mimo tego, że wygraliśmy deskę 40-34 to zabrakło tych jego 8 punktów, które średnio w tym sezonie zdobywa dla naszej drużyny. Jest duża szansa, że zobaczymy go już w następnym meczu w Szczecinie. Na pochwałę na pewno zasługuje Jarek, najlepszy strzelec w tym meczu, zdobywca 14 punktów (przy 60% skuteczności za dwa) i 10 punktów (3 double-double) w sezonie. 13 punktów ustrzelił Nick, po 12 Grzesiek i Marko ale w ich przypadku skuteczność z gry pozostawia wiele do życzenia, odpowiednio – 36,4%, 33,3% oraz 27,3%. Całkiem dobry mecz zagrał w końcu Nikola – 8 punktów, 6 zbiórek, dwa bloki i przechwyt, można mu wybaczyć nawet ten nieudany dunk. Kowal zakończył z 6 punktami (jego rekord w TBL) i 5 zbiórkami. Alan dorzucił 5 oczek i Janek 2. Niestety po raz kolejny z zerowym dorobkiem zakończył mecz Rob. Mimo iż na parkiecie spędził 14 minut to próbował tylko raz i była to próba nieskuteczna… W szeregach Śląska na pewno wyróżnił się Jarvis Williams – zdobywca 23 punktów i 15 zbiórek ale cichym bohaterem jest według mnie zdobywca 15 oczek – Kamil Chanas. To on rozpoczął marsz po zwycięstwo w trzeciej kwarcie.

Zatem przegraliśmy, jesteśmy niekwestionowanym outsiderem TBL, bezwzględnie najsłabszą drużyną z najmniejszą ilością zwycięstw. ALE to jeszcze nie koniec sezonu a przed nami jeszcze mecze z Siarką i Treflem u siebie i wyjazd do Starogardu. Będzie okazja podreperować stan posiadania punktów i są podstawy przypuszczać, że tak się stanie. Lubelska Ferajna na pewno w to wierzy i nadal jesteśmy z drużyną i nadal stoimy murem za trenerem Sikorą.  Zespół czeka teraz ciężka wyjazdowa batalia z pomorskimi drapieżnikami – najpierw z Wilkami a następnie z Panterami a na Globus wracamy dopiero 16 marca gdy podejmiemy naszych niedawnych nemesis – Rosę Radom.