Koszmar w Zgorzelcu

Posted by

Tak można opisać to co się wydarzyło dzisiaj pod niemiecką granicą. Jedna drużyna zagrała słabiej od drugiej, niestety Start był ta pierwszą. Wicemistrz Polski nie jest w dobrej formie, dwie przegrane zanotowane w pierwszych dwóch kolejkach nie były raczej wypadkiem przy pracy.  Naszym zawodnikom piłka nie siedziała w obu piewszych spotkaniach, jednak dzięki zaangażowaniu i woli walki poprzedni mecz z Polpharmą udało się wygrać. Dzisiaj, przy skuteczności poniżej 34% z gry, nic nie mogło pomóc – jak się nie trafia to wygrać nie można.

Na temat przebiegu spotkania nie ma co się mocno rozpisywać, chociaż pierwsza kwarta była bardzo wyrównana a nawet można powiedzieć, że obiecująca bo przez większość czasu prowadziliśmy. Końcówka jednak należała do gospodarzy a konkretnie do chłopaka z Lublina – Jakuba Karolaka. To właśnie on pociągnął grę Turowa i wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie po pierwszej kwarcie 18:14.

Początek drugiej kwarty nie zapowiadał jeszcze katastrofy bo przez pierwszą jej część nadal toczyliśmy równy bój z wicemistrzami. Do wyniku 28:27 dla nas odbywało się to na zasadzie kosz za kosz, strata za stratę, niecelny rzut za niecelny rzut. W pewnym momencie coś się zacięło i uwaga: na 6 prób rzutów za trzy punkty wpadł jeden i na dwie próby rzutów za dwa obie zostały zablokowane. Kwintesencją tej bezradności była akcja Janka Grzelińskiego, który pokazał reszcie drużyny aby zrobiła mu miejsce, po czym minął obrońcę i pod koszem nadział się na blok TRZECH graczy Turowa. Oczywiście gospodarze nie byli zbyt gościnni i w między czasie rzucili nam 14 oczek. Wynik po pierwszej połowie 42:31 dla zgorzelczan.

Przez pierwszą część trzeciej kwarty kontynuowaliśmy festiwal niecelnych rzutów aż koniec końców przewaga wzrosła do 20 oczek – 53:33. Trener Turkiewicz nie wytrzymał i wziął czas. I od tej pory coś się porobiło bo to my zaczęliśmy trafiać a gospodarze przestali lub tracili piłkę i tą drugą połowę trzeciej kwarty wygraliśmy 14 : 4, w sumie wygraliśmy tą odsłonę 15:16 a wynik 57:47 nie skazywał nas tak do końca na porażkę.

Niestety początek ostatniego starcia znów należał do gospodarzy, którzy powiększyli przewagę do 15 punktów. Czasu ubywało, więc aby zniwelować przewagę musieliśmy rzucać przynajmniej to jedno oczko więcej niż przeciwnicy. Gospodarze konsekwentnie tracili piłkę a my konsekwentnie pudłowaliśmy. Co prawda udało się zmniejszyć przewagę znowu do 10 punktów ale czasu było już na tyle mało, że Tury spokojnie kontrolowały wynik. Ostatecznie mecz skończył się przewagą gospodarzy właśnie 10 punktami 76:66.

Skuteczność naszej drużyny była skandaliczna – na 50 rzutów za 2 punkty wpadło 17 – 34%, na 27 rzutów z obwodu wpadło 9 – 33,3%. 77 prób naszej drużyny przy 55 zgorzelczan, widać więc, że szansa na wygranie meczu była bardziej niż duża ale niestety piłka nie chciała wpadać a próbowaliśmy dosłownie z każdej pozycji. Mecz można byłoby wygrać również gdyby defensywa była bardziej zdecydowana ale na 76 punktów – 40 gospodarze zdobyli spod samego kosza, my takich punktów zdobyliśmy 18. Zły mecz w ataku, zły mecz w obronie, przegraliśmy to na własne życzenie. Najlepszym strzelcem drużyny był tym razem Igor Chumakov – 14 pkt, jednak na największą pochwałę znów zasłużył Marcin Salamonik, któremu tym razem udało się zdobyć double-double – 12 punktów i 13 zbiórek.

Za tydzień gramy z MKSem od którego dostaliśmy już dwa razy srogie lanie w meczach przedsezonowych. Jeśli nie poprawimy skuteczności to zostaniemy zmasakrowani. Trenerze, zalecamy trening rzutowy cały tydzień bo, żeby wygrać z Dąbrową musimy trafiać. A goście przyjadą mocno wkurzeni bo stoczyli morderczy bój z Twardymi Piernikami przegrywając u siebie po dwóch dogrywkach 94:96. Kibice, zróbcie w końcu porządny hałas na Globusie!!!