Koziołek dał popalić Wilkom

Posted by

Nadeszła pora na krótkie podsumowanie niedzielnego meczu a brzmi ono:

BRYON ALLEN IS BACK!

bryon

Tak jest, lider naszej drużyny wyrównał swój rekord punktowy rzucając drużynie ze Szczecina 36 punktów!

Pierwsza kwarta przebiegała pod dyktando naszych zawodników. Zaczęło się od 0:5 a potem było już tylko lepiej. Punktowała cała pierwsza piątka a i Piotrek Śmigielski, który zmienił B. Diduszkę, dorzucił 4 oczka. Dzięki temu ta odsłona meczu zakończyła się wygraną gości 20:13, co szczerze mówiąc nie napawało mnie optymizmem, wszak ostatnio regułą stało się, że gdy wygrywaliśmy pierwszą kwartę to przegrywaliśmy mecz. Żeby daleko nie patrzeć, ostatnie zwycięstwo z Asseco rozpoczęło się od przegranej pierwszej kwarty. A patrząc na skuteczność rzutów z obwodu 1/6 wszystko wskazywało na czarny scenariusz.

Druga kwarta rozpoczęła się od run’u 0:9, co pozwoliło nam odskoczyć na bezpieczną odległość 16 punktów i był to podobnie jak w trzeciej kwarcie meczu z Asseco – Bryon Allen Show. 7 oczek + 2 Jarka Trojana sprawiło, że mecz oglądało się w spokojniejszej atmosferze. Gospodarze próbowali się odgryzać ale kolejne 2 trójki Allena na 26:40 nieco ich ostudziły. Jak się okazało chyba za bardzo ostudziły też naszą drużynę bo do końca tej kwarty zdobyliśmy tylko 3 punkty. Do przerwy Start schodził z wydawałoby się bezpieczną przewagą 34:43 ale wynik 8:3 z ostatnich 3 minut zapowiadał, że Wilki Morskie nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.

To co działo się po pierwszym gwizdku trzeciej kwarty można śmiało nazwać koszmarem. Doskonała gra w obronie gospodarzy, którzy całkowicie wyeliminowali z gry Allena oraz spowodowali, że nasi pozostali gracze oddawali rzuty z zupełnie nieprzygotowanych pozycji w totalnej panice, doprowadziła do tego, że po 5 minutach my mieliśmy zdobytych punktów 0 (!) a szczecinianie 15. Wynik na tablicy 49:43!. Od tego momentu Śmigło przejął pałeczkę w zdobywaniu punktów, najpierw z kontry, potem z rzutów osobistych ale Wilki mimo wszystko powiększały przewagę. 56:47 – to było najwyższe prowadzenie gospodarzy. Brawa dla Piotrka i Jarka, którym to zawdzięczamy fakt, że w tej części meczu przeciwnicy nie odjechali nam bardziej, nie bez znaczenia była również trafiona trójka w odpowiednim momencie Łukasza Diduszki. Ostatecznie finałowe 4 punkty tej kwarty należały do Bryona i po końcowym gwizdku trzeciej odsłony na tablicy widniał wynik 59:58.

Przez większość ostatniej kwarty gra była tak równa jak ilość punktów w tabeli obu drużyn, raz Start wychodził na prowadzenie, raz gospodarze.  Po kolejnym remisie 74:74 na 3 i pół minuty przed końcem meczu o czas poprosił trener Wilków Mihailo Uvalin. Po powrocie na parkiet dało się zauważyć różnicę.. zwłaszcza w grze Allena, jego kolejne 5 punktów z rzędu + 2 osobiste Czujkowskiego dało nam bezpieczną przewagę 74:81 bo na zegarze zostało już tylko 69 sekund. Stało się wiadome, co może uratować Wilki przed porażką – szybkie trójki, szybkie faule i modły o niecelne rzuty osobiste naszych graczy. O ile szybkie trójki wchodziły im bardzo dobrze, to szczecinianie mieli problem z szybkimi faulami, nasi gracze sprytnie unikali rąk przeciwników i urywali po kilka sekund po każdym wznowieniu. I na nieszczęście Wilków jedynym który dał się faulować był, prawie bezbłędny w tym meczu, B.A. Prawie, bo nawet i on w tej ostatniej minucie dawał kibicom powody do konsumowania paznokci. Z 6 osobistych które wykonywał trafił tylko 3 ale wystarczyło to, żeby koniec końców osiągnąć tą jakże ważną wygraną 82:86.

Bryona chwaliliśmy już wielokrotnie, każdy zdaje sobie sprawę jak wygląda Start gdy on jest formie i jak niewygląda gdy Allen nie rzuca. 36 punktów to prawie połowa z tych co zdobyła cała nasza drużyna. Co cieszy jeszcze bardziej, zdobył je przy całkiem niezłej skuteczności 61.9%.  Oczywiście wygrana to nie tylko zasługa B.A., fantastycznie zastąpił go w ważnych momentach Śmigło – zdobywca 19 oczek (75% skuteczności), 5 zbiórek, 3 asyst i jednego przechwytu. Śmiem jednak twierdzić, że nie byłoby wygranego meczu, gdybyśmy nie wygrali tablicy. W tym elemencie wygraliśmy 33:46 a pod koszami rządził nasz młody center. Jarek Trojan zebrał 11 piłek w tym 3 w ataku, dzielnie wspomagali go (jak zwykle z resztą 🙂 ) bracia Diduszko – Łukasz miał 8 zbiórek a Bartek 6. Jeśli do tych 11 zbiórek Jarka dopiszemy 9 zdobytych punktów to można uznać, że jemu też mecz wybitnie się udał.

W szeregach gości, tak jak można było się spodziewać, zdobycze strzeleckie rozłożyły się równomiernie. Aż 5 zawodników zaliczyło dwucyfrówkę. Rodney Green 20 punktów, po 18 Kikowski i Nikolić, 11 punktów Wright i 10 Marinković. Na uwagę zasługują aż 4 bloki Nikolicia.

Wygraliśmy bardzo ważny mecz, w całkiem niezłym stylu.. no może za wyjątkiem połowy trzeciej kwarty. Dzięki temu bardzo prawdopodobnie unikniemy dwóch ostatnich miejsc w tabeli i będziemy mogli cieszyć się ekstraklasą przez jeszcze 2 sezony! Aby tak się stało, to dzisiaj cały koszykarski Lublin musi trzymać kciuki za Stelmet. Jeżeli ostatnia w tabeli Polpharma przegra w Zielonej Górze będziemy już pewni minimum 14 miejsca. A gdy swój ostatni mecz za tydzień przegrają Wilki z Dąbrową pozostaniemy na miejscu 13.

Tak czy inaczej mamy nadzieję, że w niedzielę 26 kwietnia na Globusie pojawi się mnóstwo kibiców abyśmy wspólnie mogli podziękować za te emocje, których dostarczyli nam zawodnicy w debiutanckim trudnym sezonie w TBL. Teraz może być już tylko lepiej!