Nuda…

Posted by

Jak w polskim filmie proszę pana… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.

I tak to wygląda proszę państwa… te przegrane w ostatniej kwarcie stają się powoli nudne. Przydałaby się jakaś odmiana, na przykład… zwycięstwo! O tak, zwycięstwo byłoby zdecydowanie dobrą odmianą. Ale na to będziemy musieli jeszcze poczekać bo w piątek Czarni pokonali Start 63:66.

Gdyby ktoś pytał przed sezonem o wynik tego starcia to bez większych wątpliwości powiedziałbym, że skończy się ono porażką Startu. Wszak drużyna ze Słupska to brązowy medalista z zeszłego sezonu z podobnymi aspiracjami w tym sezonie. Jednak bilans przed spotkaniem z nami oraz sam przebieg spotkania sprawił, że jest delikatnie mówiąc niedosyt…

Wyszliśmy piątką Janek, Grzesiek, Ciecho, Stefan i Brandon. I jak już drzewiej bywało Stefan z Brandonem poprowadzili nas do zwycięstwa w tej kwarcie. Obaj rzucili po 6 oczek, dwa dołożył Janek, dwa Ciecho i dwa Jankes. Pierwsza kwarta zakończyła się wygraną 18:15. Co, biorąc pod uwagę wynik w pewnym momencie 10:2, było najniższym wymiarem kary dla Czarnych.

W drugim starciu chłopaki kontynuowali marsz po zwycięstwo, po 4,5 minutach było już 27:16. Ostatecznie zakończyło się 34:27 ale wynik dawał uzasadnioną nadzieję na to, że będzie to wesoły wieczór w Lublinie. Zwłaszcza, że w pierwszej połowie najlepszy strzelec drużyny gości czyli Jerel Blassingame miał na koncie tylko 4 punkty. Niewątpliwie wpływ na to miała doskonała gra w defensywie Janka na spółkę z Grześkiem.

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start
fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start

W trzeciej kwarcie w tryby naszej dobrze pracującej maszyny powoli wdzierał się piasek, powodując lekkie zacinki. Na szczęście Czarni byli równie nieskuteczni a my mamy Brandona, któremu najwidoczniej ów piasek niestraszny – po prostu robił swoje zdobywając 8 z 14 punktów całej drużyny. Jako, że goście zdobyli również 14 punktów przed ostatnim starciem wynik na tablicy widniał 48:41. Jerel nadał pozostawał z 4 oczkami.

W ostatniej kwarcie ewidentnie dało się zauważyć zmęczenie naszej drużyny, spowodowane tyleż skuteczną co wyczerpującą obroną. Sił na pilnowanie Blessingame’a wystarczyło na 7 minut, wtedy ostatni raz byliśmy na prowadzeniu 54:52. 2 minuty i 7 punktów Jerela później Czarni wyszli na prowadzenie 56:59. Drużyna walczyła do końca by dogonić gości ale na obronę nie starczyło już sił. Po dwóch łatwych wejściach Justina Jacksona i jeden trójce Cesnauskisa, przy stanie 63:66 mieliśmy 7 sekund aby trafić z dystansu i doprowadzić do dogrywki – nie udało się.

Najlepszym strzelcem Startu okazał się ponownie Stefan, zdobywca 18 punktów ale skutecznością, niestety nie grzeszył. 2/7 za dwa i 1/8 za trzy to słabiutki wynik. Zdobycz punktową za to podreperował wykonując ze stuprocentową skutecznością wszystkie 11 rzutów wolnych. Kolejny genialny mecz Brandona, nasz środkowy rzucił 16 punktów przy skuteczności z gry 70% i zebrał 10 piłek. Po 8 oczek zanotowali Grzesiek i Jankes, 5 Janek, 4 Jarek i po dwa Kuba i Bartek. O ile udało się powstrzymać Jerela w jego wyczynach strzelecki (11pkt) o tyle bardzo ładnie dzielił się piłką. To m.in. 9 asystom Jerela, Cesnauskis zdobył 18 punktów (wszystkie z dystansu) a Jackson dołożył 15 i 4 bloki.

Można by rzec, że przegraliśmy na własne życzenie. No niby można, w końcu prowadziliśmy przez znaczną część spotkania. Można by rzec, że mieliśmy pecha. No niby też można bo akurat człowiek na kluczowej pozycji w tym meczu, mam tu na myśli Douga, nabawił się (na całe szczęście) niegroźnej kontuzji pleców. Pytanie tylko co wniesie takie gadanie. Ano nic, trzeba się skupić na tym co przed nami. A przed nami trudne spotkanie w Kutnie, z Polfarmexem, który (znów pechowo dla nas) będzie chciał się zrehabilitować po dwóch ostatnich porażkach z, teoretycznie, słabszymi przeciwnikami – AZSem i Asseco. Natomiast, skoro udało się pomorskim drużynom wygrać z kutniokami to dlaczego nie miałaby się udać nam ta sztuka. Zwłaszcza, że wszystko wskazuje na to, że Doug już będzie zdrowy i jeśli nic niedobrego nie przydarzy się nikomu innemu to zagramy w najsilniejszym składzie. Zobaczymy 5 listopada w piątek. Oby udało się przełamać tą „nudę”!

Na koniec coś z cyklu „Przeżyjmy to jeszcze raz”:

Oraz wypowiedzi pomeczowe