START WARS – NOWA NADZIEJA?

Posted by

Całkiem niedawno temu, w dość nieodległej galaktyce, grupa Rebeliantów z mizernym skutkiem starała przeciwstawić się potężnemu Imperium. Z każdą przegraną batalią morale w oddziale słabło a duch walki zanikał. Ostatni dowódca poległ na polu walki podczas bitwy z nadmorskim oddziałem. I wtedy zupełnie znikąd pojawił się ON. Niepozorny rycerz z zakonu Dedek ale obdarzony niezwykłą Mocą. Przybył, zobaczył i nieomal zwyciężył ale co najważniejsze w krótkim czasie potrafił udowodnić oddziałowi, że Moc jest nadal z nimi.

startwars

A teraz nieco poważniej. Na ten moment ciężko stwierdzić czy drużynie pomogło pojawienie się w Starcie Davida Dedka czy bardziej opuszczenie drużyny przez Andreja Zakelja. Jedno jest pewne – ekipa zrobiła zwrot o 180 stopni i niemal wygrała z faworyzowanym Anwilem. Zabrakło zimnej krwi w końcówce ale przez cały mecz toczyliśmy wyrównany bój by ostatecznie ulec 69:71.

Nie ma co się zagłębiać w szczegóły, gra była wyrównana przez cały czas. Najwyższa przewaga Anwilu wynosiła 9 punktów, zdarzyło się to w pierwszej kwarcie przy wyniku 11:20, która to kwarta skończyła się ostatecznie 18:20. Przez dalszą część gry wynik oscylował w okolicach remisu. Na 1:37 do końca spotkania również był remis 69:69 i właśnie wtedy Doug wybrał sobie moment na słabość.. Najpierw podanie w aut, co pozwoliło gościom na wyjście na prowadzenie i jak się okazało ustalenie wyniku meczu. Potem kolejne złe podanie ale udało się wybronić akcję w ataku. I końcowa akcja, podczas której generalnie zapanował chaos w naszych szeregach, Doug wziął grę na siebie ale nie udało mu się uwolnić od obrońców i stracił piłkę po raz trzeci.

Przegraliśmy kolejny mecz, więc z czego się tu cieszyć? Otóż z tego, że w starciu z o wiele wyżej notowanym rywalem nie położyliśmy się na samym początku. Nie było oznak zmęczenia w końcówce meczu co z pewnością możemy zawdzięczać rotacji podczas całego spotkania. Przed meczem kontuzji nabawił się Janek, czeka go kilkutygodniowa pauza w grze, co na pewno nie pomogło odciążyć Douga. Ale aż 8 zawodników zaliczyło więcej niż 10 minut na boisku. I w większości były to całkiem niezłe zmiany. Trener Dedek dołączył do drużyny 24h przed meczem, więc zrozumiałym jest, że nie do końca jeszcze wszystko gra na linii coach-team, zwłaszcza było to widać podczas ostatniej akcji ale z czasem powinno się to poprawić. Dość powiedzieć, że z nowym trenerem wygraliśmy ten mecz jeśli chodzi o asysty 18-15.

Doskonałe zawody, jak zwykle zresztą, rozegrał Brandon 18 punktów i 11 zbiórek. Dzielnie wspierał go wspomniany wcześniej Doug – 15 punktów i 8 asyst. Trzecim strzelcem był Kuba – 11 punktów a zabrakło trochę punktów Stefana, który tym razem zakończył mecz z 9 oczkami.

Po równi pochyłej, po której zmierzaliśmy do tej pory, nie został ślad. Już w następny czwartek okaże się czy Nowa Nadzieja zagości w sercach lubelskich fanów na dłużej czy rzeczywistość zmiażdży ją w zarodku. Ponownie spotkamy się w hali Globus podejmując Polpharmę Starogard Gdański, oby udało się przełamać tę klątwę wiszącą nad Startem! Globus – dzisiaj było fajnie, w czwartek prosimy o jeszcze więcej!