Światełko w tunelu

Posted by

Po wypadzie Startu w północną Polskę pozostał niesmak. Częściowo po niesportowej postawie kibiców ze Starogardu Gdańskiego a częściowo po sportowej postawie naszej drużyny w meczu z Czarnymi. Na szczęście trafiła się przerwa na Puchar Polski, przy okazji gratulujemy „zbobywcom” – Stelmetowi 😉 i trener Dedek miał dwa tygodnie na wprowadzenie korekt w ustawieniu a nasz nowy nabytek Jason Boone miał chwilę na zapoznanie się z systemem gry. Dodatkowo po przerwie czekał nas najważniejszy mecz sezonu z drużyną, z którą bezpośrednio będziemy walczyli o utrzymanie w lidze. Podsumowując – dwa tygodnie przerwy po słabych występach, dołączenie do naszego zespołu nowego centra, w międzyczasie z Polfarmexu odszedł Devante Wallace a klub z Kutna oznajmił, że popadł w problemy finansowe – wszystko to złożyło się na fakt, że ten niezwykle ważny mecz udało się wygrać. Piszę celowo „udało się” bo styl w jakim to zwycięstwo odnieśliśmy pozostawia wiele do życzenia. Pokonaliśmy ekipę z Kutna 81:77. Wczoraj natomiast dołożyliśmy kolejne zwycięstwo! I to nie byle jakie bo pierwsze w tym sezonie na parkiecie rywala. Z Koszalina chłopaki wracali z pewnością w wyśmienitych nastrojach po zwycięstwie 65:79 nad tamtejszym AZSem. Ale po kolei.

fot. Przemek Gąbka źr: facebook Start Lublin

Na Globusie zameldowała się pierwsza piątka w postaci: Doug, Kowal, Stefan, Kuba i Jason. Zaczęło się nie najlepiej bo już po 6 minutach przegrywaliśmy 2:11 ale faulowany Nick Covington przy rzucie z dystansu wykorzystał 3 rzuty wolne i niedługo potem doszliśmy gości na 13:13. Pierwsza odsłona zakończyła się wygraną Kutnian 15:17 a naszej drużynie zdobyczą punktową po równo podzieliło się 3 zawodników – 5 oczek Jason, 5 Nick Covington i 5 Kuba Dłoniak.

Druga kwarta wyglądała bardzo podobnie. W początkowej fazie goście odskoczyli na 9 punktów – 18:27 ale już 3 minuty później to Start pojawił się na prowadzeniu 30:29. Sytuacja zmieniała się jeszcze kilkukrotnie ale ostatecznie to lublinianie schodzili na przerwę w lepszych nastrojach prowadząc 37:36.

W trzeciej kwarcie gościom sił starczyło do mniej więcej połowy tego starcia. Do tego czasu prowadzili wyrównaną walkę ale od stanu 46:46 to Start konsekwentnie budował swoją przewagę i przed ostatnią ćwiartką prowadziliśmy 61:52.

Podczas ostatniej odsłony Start grał koncertowo przez 8 minut, na 2 minuty przed końcem prowadziliśmy 76:63, niestety brak konsekwencji, rozluźnienie szyków i ogólnie słaba postawa doprowadziły do tego, że w ostatnich sekundach Jarecki rzutem za trzy ustalił wynik spotkania na 81:77. Jest to o tyle niedobry finał, gdyż w Kutnie przegraliśmy również czteroma punktami ale my wtedy rzuciliśmy 74 punkty, co może mieć znaczenie gdy o utrzymaniu będą decydować małe punkty.

 

Jak się okazało tydzień po tej wygranej Start wcale nie ma ochoty na doprowadzenie do sytuacji w której to małe punkty będą decydujące. W odległym Koszalinie wydarzyła się rzecz bezprecedensowa w tym sezonie, w tym roku, a nawet w ostatnich 475 dniach – Start pewnie pokonał drużynę gospodarzy 65:79. Ale też nie było kolorowo.

Na boisku zobaczyliśmy po raz pierwszy w wyjściowym składzie Mateusza Dziembę, towarzyszyli mu Łukasz, Doug, Jason i Kuba. Rozpoczęło się wybornie bo od stanu 2:9, jednakże Akademicy szybko ocknęli się z marazmu i doprowadzili do remisu 12:12 a pierwszą kwartę zakończyli na prowadzeniu 19:16.

Fatalna gra Startu w drugiej kwarcie, która wyglądała tym bardziej tragicznie, że AZS też wyglądał niezbyt dobrze, zaowocowała tym, że po ponad 6 minutach przegrywaliśmy 32:23 i miałem szczerą ochotę wyłączyć transmisję i wyjść z domu. Ale nagle sygnał do ataku dał… Mateusz! W 2 minuty nastukał 8 punktów, do tego 2 dodał Jason co pozwoliło na doprowadzenie do remisu 33:33. Mało tego, wcale na tym nie poprzestali i do przerwy prowadziliśmy 39:43.

W trzeciej odsłonie byliśmy świadkami koncertu strat, braku skuteczności i ogólnie brzydkiej i złej gry. Status quo zostało jednak utrzymane bo była to kwarta na remis 10:10.

Początek kolejnej ćwiartki to tak naprawdę ciąg dalszy tego co działo się w poprzedniej – błędy, pudła, straty, niecelne podania. W momencie gdy AZS doprowadził do wyrównania 57:57 sprawy w swoje ręce wzięli Doug i Nick Kellog. Dosłownie w swoje ręce gdyż od tego momentu nasza drużyna zdobyła 22 punktów (10 Doug, 8 Nick) przy tylko 3 asystach. Doug decydował się na indywidualne penetracje a Nick dziurawił z obwodu i półdystansu. A ponieważ gospodarze dalej byli nieskuteczni i po prostu mniej zdeterminowani niż nasi gracze i rzucili w tym okresie tylko 8 oczek to końcowy wynik w pełni nas satysfakcjonuje 65:79.

fot. Jacek Wójcik źr: www.gk24.pl

David Dedek ograł byłego pracodawcę, Start wygrał w końcu mecz wyjazdowy ale najważniejsze jest to, że odskoczyliśmy od strefy spadkowej, bo zarówno Polfarmex jak i Siarka przegrali swoje mecze. Mimo to styl w obu wygranych meczach pozostawia wiele do życzenia. Sam trener po meczu w Lublinie nie wyglądał na specjalnie szczęśliwego, chyba to nie wyglądało tak jak on by sobie tego życzył.  Można powiedzieć, że obie wygrane przytrafiły się z powodu beznadziejnej formy przeciwników. Z drugiej strony w Koszalinie w głównej roli postanowili wystąpić sędziowie, którzy gwizdali każdy najmniejszy kontakt przez co już w trzeciej kwarcie obaj nasi środkowi mieli po 4 faule na koncie. Skutkowało to tym, że sporo minut na parkiecie w jednym zestawieniu spędzili nasi trzej niscy Amerykanie (Nick C, Nick K i Doug) co, trzeba przyznać, całkiem dobrze się sprawdzało. Efektem tego Doug zanotował 18 punktów, Nick Kellog 17 a Nick Covington miał, co prawda skuteczność 0/5 z gry ale za to uzbierał aż 8 asyst. Warto też dodać, że do Koszalina nie pojechał nasz najlepszy strzelec – Stefan. Został w Lublinie aby doleczyć drobny uraz i być gotowym na mecz z Asseco.

18 punktów Wigginsa to powtórka z meczu z Polfarmexem, gdy również był najlepszym snajperem Startu. W tamtym meczu bardzo dobrze wspierał go, w swoim debiucie, Jason – zdobywca 16 oczek na dobrej skuteczności 7/9. 15 punktów i 5 asyst na Globusie dołożył Nick Covington. Co cieszy w obu spotkaniach ważną rolę odegrali Polacy. W Lublinie Kuba ustrzelił 14 oczek i zebrał 6 piłek, w Koszalinie w końcu odblokował się Mateusz. Zaskakująca decyzja o wystawieniu go w S5 potwierdziła tylko, że David Dedek to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Dziemba rzucił 13 punktów i w odpowiednim momencie dał sygnał drużynie, że mecz jest nadal otwarty.

Te wygrane przytrafiły się w odpowiednim momencie, ponieważ terminarz jest dla nas nieubłagany – na 10 spotkań które mamy przed sobą 6 to drużyny z czuba tabeli. Teoretycznie do pokonania jest jeszcze Asseco i Siarka, na szczęście oba te zespoły przyjmujemy u siebie. Pierwszy z nich już za tydzień! Oby Stefan doleczył uraz, Jankes doszedł do siebie, Doug nie stracił formy a nasi krajowi nadal wspierają stranieri to może być lepiej niż dobrze!

Bonusy: