Udane egzorcyzmy na Kociewskich Diabłach!

Posted by

W poprzednim sezonie wizyta drużyny ze Starogardu Gdańskiego w Kozim Grodzie zakończyła się dla nas ostrymi batami. Niezbyt fortunny występ naszej ekipy w meczu ze Stalą, fakt, że Polpharma dopiero inaugurowała sezon, oraz to, że z poprzedniego sezonu w ich drużynie ostał się tylko JEDEN zawodnik. Te wszystkie aspekty dawały pewność, że… wszystko w tym meczu może się zdarzyć. W przerwie wakacyjnej do gości dołączyli dwaj gracze Startu – Łukasz Diduszko i Tomek Wojdyła. Kontuzja tego drugiego wykluczyła go z udziału we wczorajszym meczu a Łukasz wyszedł w pierwszej piątce.

Oprócz Łukasza w wyjściowym składzie gości zobaczyliśmy również Długosza, Hicksa, Tillera i Warda. U nas pierwsza piątka wyglądała dokładnie tak jak tydzień wcześniej – Kellog, Grzeliński, Poole, Chumakov i Salomonik. Zaczęło się tragicznie, przez pierwsze 5 minut goście zdobyli 11 punktów a nam nie wpadło nic z 9 wykonanych prób. Pierwszy przełamał się Poole i to od razu z grubej rury za trzy punkty. Po tym trafieniu z kolei Kociewiacy pokazali nam festiwal strat i niecelnych rzutów, przez kolejne 4 minuty zdobyli tylko 4 punkty – wszystkie z rzutów wolnych, przy czym my byliśmy w miarę skuteczni – kolejna trójka Poola, 4 punkty Jarka i 4 punkty Jacksona sprawiły, że prawie dogoniliśmy gości na 21 sekund przed końcem pierwszego starcia. Gdy na zegarze zostało już tylko 8 sekund Bailey trafił na 14:17 ale te kilka sekund wystarczyło, żeby szybko przemieścić grę pod kosz rywali i w ostatniej sekundzie Ciecho trafił z obwodu wyrównując stan rywalizacji.

Skuteczna pogoń w pierwszej kwarcie dawała nadzieję, że od teraz będzie już tylko lepiej. Niestety.. druga odsłona rozpoczęła się podobnie jak pierwsza. Długi czas nie potrafiliśmy umieścić piłki w koszu przeciwnika, dopiero gdy przewaga gości urosła do 7 punktów po niemal 3 minutach gry z obwodu trafił Alan a chwilę później dołożył jeszcze 2 punkciki. Kolejne minuty jednak należały do Polpharmy, dwie trójki Baileya pozwoliły na osiągnięcie 8-punktowego prowadzenia i kontrolowania wyniku. Ostatecznie drugą kwartę przegraliśmy 6 punktami i do przerwy wynik na tablicy wskazywał 28:34.

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin

Trzecia odsłona zaczęła się efektownie, najpierw Poole sprytnie przechwycił piłkę spomiędzy kończyn Hicksa i pognał po, zdawałoby się, łatwe dwa punkty. Pech chciał, że za nim pobiegł Długosz i sprzedał Robowi mega czapę. W kolejnej akcji Startu skrzydłowy gości zaliczył kolejny blok – tym razem na Kellogu. To ewidentnie poddenerwowało naszego, zwykle spokojnego, vis as vis – Marcina Salomonika, który swoim zaangażowaniem dał sygnał całej drużynie, że nic tu jeszcze nie jest stracone. Przez następne 6 minut Sali nie dał nikomu zebrać piłki pod naszą tablicą a było 7 takich okazji, zaliczył przechwyt i dołożył 5 punktów, w tym trójkę która wyrównała stan rywalizacji na 34-34 i dwa punkty, które dały nam pierwsze prowadzenie w tym meczu 38:36. Pozostałe 5 w międzyczasie ustrzelił Janek. Od tego momentu gra zaczęła układać się również Kellogowi, który wziął na siebie ciężar zdobywania punktów (9 w tej kwarcie). Dzielnie wspierał go Poole (5), dwa dorzucił T.J. i ostatnie dwa w tej odsłonie meczu zdobył Jarek efektowny wsadem w kontrataku, który rozpalił jeśli nie cały Globus to na pewno cały nasz sektor. Wynik po trzeciej kwarcie 55:45 dla Startu. W tym miejscu należy również pochwalić skuteczną obronę pozwalającą na odcięcie od piłki Baileya, który po dwóch poprzednich odsłonach miał 10pkt a w trzeciej zdołał dopisać tylko 2 oczka z kontrataku.

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin

Jakże odmienne były nasze nastroje przed ostatnim aktem. 10 punktów przewagi i przede wszystkim styl w jakim ta przewaga została osiągnięta w ogóle nie zapowiadały nerwówki, która nastąpiła w końcówce. Pierwsze dwie minuty to remisowy pojedynek Trojan vs Ward – 4:4, kolejne dwie – również zakończone remisem 4:4. Przy wyniku 63:53 ciężar gry gości wziął na siebie Hicks, do tej pory zdobywca 5 punktów. Najpierw trafił lay-upem, na co my odpowiedzieliśmy czterema punktami. Przewaga wzrosła więc do 12 oczek a na zegarze zostało niecałe 4 minuty. Spokojnie? Ależ skąd.. Faul Alana na Hicksie przy rzucie za 3 – wszystkie trzy próby udane, następnie niecelna trójka Kelloga, kolejny faul na na Hicksie – 2 próby udane, kolejna akcja Startu – podwojenie Janka i strata piłki, po drugiej stronie boiska – Hicks za trzy. W 52 sekundy z 12 punktów przewagi zostało 4… Na całe nasze szczęście Michael się troszkę za bardzo rozochocił i przy kolejnej naszej akcji usiłował wymusić faul ofensywny co zakończyło się trafionym osobistym po faulu technicznym a następnie dobitką Jarka i przewaga znów wzrosła do 7 punktów na zegarze zaś zostało 2:21 sekund. Wiadomo więc było, że goście będą usiłowali bardzo szybko zniwelować stratę rzutami z obwodu. Szczęśliwe dla nas – mylili się, szczęśliwie dla nich – nasi robili dokładnie to samo, przez 1,5 minuty żadna z 7 prób nie powiodła się. W końcu odważnym wejściem pod kosz Ward doprowadził do wyniku 70-65. Chwile później Alan wszedł pod kosz, nie trafił ale zebrał po sobie i został sfaulowany. Wykorzystał tylko jeden rzut wolny ale zaliczka 6 punktów na 32 sekundy przed ostatnim gwizdkiem mogła wydawać się wystarczająca. Jednak już 5 sekund później okazało się, że niekoniecznie… po raz kolejny obudził się Hicks (dotąd jakby uśpiony po „dachu”) i po raz kolejny został sfaulowany przy próbie rzutu za 3 punkty i po raz kolejny wykorzystał wszystkie 3 próby. Serca znowu zadrżały… Kolejne 4 sekundy zajęło Kociewiakiom sfaulowanie Nicka – ten również z zimną krwią oba osobiste trafił. 73:68 i 23 sekundy do końca – przy takich warunkach w tym sporcie jeszcze nie możesz być pewny wygranej. Jednakowoż 6 sekund później wszystko stało się jasne. Niecelny rzut Warda zebrał Janek a, nasz były kolega, Łukasz Diduszko, w ferworze walki zaatakował go nieco zbyt agresywnie za co został ukarany faulem niesportowym. Janek bezwzględnie wykorzystał oba rzuty wolne a po wprowadzeniu piłki z powrotem do gry goście jakby zrezygnowali, nie próbowali faulować, dopiero na 4 sekundy przed końcem meczu Tiller sfaulował Janka a ten pewnie ustalił wynik na 77:68.

fot. Przemysław Gąbka źr. facebook Start Lublin

Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie stało się faktem. Miejmy nadzieję, że nie ostatnie. Zwycięzców się nie sądzi ale teraz na chłodno dochodzę do wniosku, że jest jeszcze sporo do poprawy. Przede wszystkim mniej nerwowo Panowie! Janek, zwłaszcza Ty 🙂 W wywiadzie pomeczowym powiedziałeś, że chcecie zbudować drużynę młodą, szybką i agresywną… i bardzo dobrze! Ale kiedy trzeba się zatrzymać to trzeba się zatrzymać. Ten entuzjazm potrafi ponieść jak to było w trzeciej kwarcie ale nadmiar potrafi również przybić tak jak to było w czwartej. Trzeba znaleźć złoty środek. Na całe szczęście przy ostatnich wolnych była chłodna głowa 🙂

W zeszłym sezonie sporo się słyszało: „Eee kichaaaa, mamy Allena a poza nim to nikt nie gra i co tu oglądać”itp itd. Zatem w tym sezonie (póki co) nie mamy „Allena” – w tym sezonie nasza siła opiera się na całym zespole i zobaczymy co z tego wyjdzie. Pochwały po raz kolejny za zdobycze punktowe dla Nicka i Jarka po 14 punktów, Janek ustrzelił 13, Rob – 11, całkiem porządny mecz Alana – 9 punktów i 5 zbiórek ale dla mnie cichym bohaterem był Sali. Według mnie to on w trzeciej kwarcie zagrał na trąbce oznajmiającej rozpoczęcie natarcia. Po drugiej stronie – Bailey w pierwszej połowie żądlił nas jak chciał, ostatecznie jednak skończył z dorobkiem 12 punktów i bardzo dobra robota Hicksa (18 pkt.) w końcówce, dzięki niemu kilkuosobowa grupka kibiców ze Starogardu obecna na Globusie mogła do końca mieć nadzieję.

Już w najbliższą niedzielę Start wybiera się do Zgorzelca, gdzie czekają na nich na pewno rozdrażnione dwoma porażkami Tury. Łatwo nie będzie – to mamy jak w banku. A na Globus zapraszamy w niedzielę za tydzień na spotkanie z MKSem z Dąbrowy Górniczej, może w końcu w tym roku uda nam się ich pokonać!